Slavko Vinčić to jebany, nieumyty cwel, prostytutka w sędziowskim przebraniu, sprzedajny kutas i największy pies w całym UEFA.Ten nieumyty Słoweniec, co w 2020 roku poszedł na „business lunch” i wylądował na ranczu pełnym dziwek, kokainy, spluw i całego tego syfu w Bośni – i jeszcze ma czelność mówić, że to był jego „największy błąd”. Kurwa, największy błąd to że go nie zamknęli razem z tą całą ekipą i nie wykopali z sędziowania na zawsze. Ale nie – UEFA go kryje, promuje, daje mu finał Ligi Mistrzów, baraże o MŚ i dalej sędziuje elitarne mecze, jakby nic się nie stało. Typowy przykład, jak ta cała sędziowska mafia chroni swoich pedałów.A na boisku? Zwykły niekompetentny chuj. Dziś w końcówce Szwecja–Polska wyciąga żółtą kartkę za kompletne widmo faulu, za nic, za powietrze, w doliczonym czasie, kiedy każdy kontakt może zdecydować o awansie na Mundial. Wcześniej olewa wyraźne przewinienia na Polakach. Klasyczny Vinčić – niby „spokojny”, niby „doświadczony”, a w rzeczywistości stronniczy, niekonsekwentny i lubi sobie pograć w takie gierki, które wkurwiają połowę stadionu.To nie jest sędzia. To jest prostytutka UEFA, która za odpowiednie „lunch” (czytaj: ochronę i awanse) odstawia cyrk na boisku. Nieumyty, śmierdzący kontrowersjami typek, który powinien dawno siedzieć w jakimś słoweńskim barze i lać piwo, a nie decydować o losach reprezentacji.Jebac Slavko Vinčicia.